Niektórym teologom katolickim na emeryturze czasami albo się nudzi, albo odbija im "przysłowiowa palma". Szczególnie naszym rodzimym "znawcom" teologii, którym do miana wybitnych raczej daleko, od czasu do czasu coś przychodzi do głowy, by na falii utopijnej, bo na wskroś liberalnej sensacji - zaszokować Lud Boży. Udowadnił to czasy ostatnimi nijaki ks. Alfons Skowronek, emerytuwany teolog, potwierdzając równocześnie nadzwyczaj niski poziom refleksji teologicznej w chrześcijańskim kraju nad Wisłą...Że dziennikarze Gazety Wyborczej piszą, o tym co piszą - nie dziwi nikogo, kto potrafi korzystać ze swoich połaci mózgu - ale że teolog katolicki (i ksiądz w jednej osobie) stawia na łamach Wyborczej tezę, brzmiącą następująco: "Gdyby Chrystus urodził się dzisiaj, to nie widziałby niczego złego w wyświęcaniu kobiet na księży" - dziwić zaczyna, szczególnie zaś tych, którzy ośmielają się Chrystusowi wierzyć i nauką Nazarejczyka (i Jego Kościoła) żyć całą piersią.
Teza ks. Skowronka i związana z nią argumentacja nijak się ma do sięgającego starożytności chrześcijańskiej określenia teologii jako "scientia fidei" - czyli "nauka wiary". Lubelski teolog - ks. Jerzy Szymik tłumaczy to w sposób następujący: "Jest więc ona (teologia) "scientia" (nauką - należy do nauk, bo korzysta, jak one z rozumu), ale "fidei" (wiary - jest nauką różną od nauk, bo korzysta, jak żadna z nich, z wiary nieusuwalnie i konstytutywnie współtworzącej teologiczną metodologię). (...) W samym "sercu" teologii, w tym, co stanowi nieusuwalny rdzeń jej tożsamości, tkwi związek rozumu z wiarą".
Zastanawiam się, czego ks. Skowronkowi przy postawieniu swojej tezy zabrakło najbardziej: rozumu, czy wiary?...
Przypatrzmy się argumentacji emerytowanego teologa. Według niego, nadszedł czas, by w Kościele zaczęto poważnie rozmawiać o święceniach kobiet. Na dzień dzisiejszy bowiem zakazu wyświęcania kobiet nie da się utrzymać. Za święceniem kobiet przemawiają następujące argumenta:
1) Zasada równości kobiet i mężczyzn.
2) Godność kobiety.
3) Wrażliwość kobiety.
4) Aktywniejsze i szersze włączenie się kobiet w działalność Kościoła.
Wnioskuję zatem z przerażeniem, że "święcenie kobiet" otworzy kobietom drogę do realizacji równości płci, ich godności, wrażliwości i aktywnego włączenia się w działalność Kościoła. Rozumiem, że owych wyżej wymienionych aspektów "kobiecości" do tej pory w Kościele - przynajmniej niektórym kobietem nie dane było móc zrealizować. Jeśli to ma być argumentacja teologiczna, to rzeczywiście - ks. Skowronkowi i rozumu i wiary zaczyna poważnie brakować.
A "Bez wiary - jak przypomniał swego czasu teolog - ks. abp Alfons Nosol - nie ma teologii, ponieważ teologia to taki szczególny rodzaj "refleksyjnej wiary", która ma świadomość, iż cała nasza wiedza o Bogu jest ostatecznie wiedzą przez Boga. (...) W praktyce więc autentyczna teologia nie może nigdy zadowolić się mówieniem o Bogu, musi bowiem równocześnie stale prowadzić do mówienia z Bogiem i do Boga".
"Wyborczej" teologii (nie zaś "autentycznej") ks. Skowronka i wielu innych polskich "teologów wyzwlicieli" brakuje chyba często owego "mówienia z Bogiem i do Boga".
Ks. Skowronek w zadziwiający sposób omija całą teologiczną argumentację "contra" święceniom kobiet w Kościele Rzymskim. Omija świadomie, bo przyjęcie jej w całości i z wiarą - wiary niezłomnej się domaga. Stąd owa stricte socjologiczna i odarta z teologii argumentacja, stosowana przez środowiska feministyczne oraz nie mająca swojego zakorzenienia w antropologii i teologii chrześcijańskiej.
Jan Paweł II w swoim Liście apostolskim - ORDINATIO SACERDOTALIS - przypomniał i przedstawił Kościołowi (teologom również) teologiczne argumenty, związane z kwestią wyświęcenia kobiet na kapłanów:
"Ponieważ jednak kwestia ta stała się przedmiotem dyskusji także wśród teologów oraz w niektórych środowiskach katolickich, Paweł VI zlecił Kongregacji Nauki Wiary, by przedstawiła i wyjaśniła doktrynę Kościoła w tej materii. Uczyniono to wydając Deklarację Inter insigniores, którą papież zatwierdził i nakazał opublikować.
Deklaracja podejmuje i wyjaśnia podstawowe racje przemawiając za tą doktryną, to znaczy powołuje się na przykład, jaki pozostawił Chrystus, wybierając dwunastu Apostołów, a który Kościół wiernie naśladował w swojej niezmiennej i powszechnej Tradycji, i dlatego „nie uważa się za uprawnionego do dopuszczania kobiet do święceń kapłańskich”. Te podstawowe racje dokument uzupełnia innymi argumentami teologicznymi, które wykazują słuszność takiego właśnie Bożego nakazu oraz jasno dowodzą, że postępowaniem Chrystusa nie kierowały motywy socjologiczne i kulturowe Jego epoki. Jak stwierdził później Paweł VI, „prawdziwa przyczyna leży w tym, że Chrystus tak właśnie postanowił, nadając Kościołowi jego podstawową strukturę i jego antropologię teologiczną, zawsze zachowywaną przez Tradycję Kościoła”.
W Liście Apostolskim Mulieris dignitatem napisałem na ten temat: „Powołując samych mężczyzn na swych Apostołów, Chrystus uczynił to w sposób całkowicie wolny i suwerenny. Uczynił to z taką samą wolnością, z jaką w całym swoim postępowaniu uwydatniał godność i powołanie kobiety, nie dostosowując się do panującego obyczaju i tradycji usankcjonowanej ówczesnym prawodawstwem”.
Istotnie, Ewangelie i Dzieje Apostolskie poświadczają, że powołanie Apostołów dokonało się zgodnie z odwiecznym zamysłem Bożym: Chrystus wybrał tych, których sam chciał (por. Mk 3,13-14, J 15,16) i uczynił to w jedności z Ojcem, „przez Ducha Świętego” (Dz 1,2), spędziwszy uprzednio całą noc na modlitwie (por. Łk 6,12). Dlatego podejmując decyzję o dopuszczeniu do kapłaństwa urzędowego, Kościół uznawał zawsze za niezmienną normę sposób postępowania swojego Pana, który wybrał dwunastu mężczyzn i uczynił ich fundamentem swojego Kościoła (por. Ap 21,14). W rzeczywistości nie otrzymali oni jedynie jakiejś funkcji, którą mógłby potem sprawować każdy członek Kościoła, ale zostali w szczególny sposób i wewnętrznie włączeni w misję samego Słowa Wcielonego (por. Mt 10,1.7-8; 28,16-20; Mk 3,13-16; 16,14-15). Apostołowie uczynili to samo, gdy wybrali sobie współpracowników, którzy mieli być ich następcami w posługiwaniu. Wybór ten obejmował również tych, którzy mieli kontynuować w dziejach Kościoła misję Apostołów — misję reprezentowania Chrystusa Pana i Odkupiciela".
Tyle Jan Paweł II. Jeśli Jezus dwa tysiące lat temu, ustanawiając sakrament kapłaństwa, wyznaczył do niego mężczyzn - to kierował się czymś, co było ponadczasowe i uniwersalne - tak jak każda Jego decyzja, podjęta przecież przez samego Boga, który stał się człowiekiem.
Teologia, która mówi o Bogu, z Bogiem i do Boga, nie może ulegać presjom antropologicznej i socjologicznej fali pomysłów na Kościół, nie mających nic wspólnego z Objawieniem, dostępnym nam w Piśmie Świętym i Tradycji Kościoła. Teologia jako "scientia fidei" naucza wiary, która jest łaską i która czerpie swoje bogactwo, treści, argumentacje nade wszystko z samego Boga, na drodze rozumu oświeconego łaską wiary. Wreszcie autentyczna teologia posila się tym, w co Kościół wierzy od ponad dwóch tysięcy lat, prowadzony poprzez historię mocą i ogniem Ducha Świętego. A z tym warto się liczyć.
Teologowi - nawet na emeryturze - nie przystoi zatem wprowadzanie zamętu we wspólnocie Kościoła a tym bardziej głoszenie fałszywych tez, popartych pseudo-teologicznymi argumentami. Warto od czasu do czasu, odrywając się od zakurzonych książek i medialnego chaosu, paść poprostu na twzarz, w kaplicy i w obliczu Boga najpierw teologię uprawiać. A skoro Najwyższy przemawiał już do wielu, nawet przez oślicę Baalama, to myślę, że i do teologa przemówi, ratując go przed totalną kompromitacją i wręcz ośmieszeniem. Dla dobra samego teologa i Kościoła z którym raczy się identyfikować...
"Mówienie z Bogiem i do Boga" - ks. Skowronkowi i innym polskim teologom pokornie polecam, bo na dzień dzisiejszy tych, którym w naszym kraju palma odbija, już wystarczy. Więcej nie trzeba. Po co męczyć biedny naród...
+Fiat
Ps. Informacja z ostatniej chwili: pan Tomasz Polak (dawniej ks. Węcławski, wybitny teolog) rozstał się ponoć z kobietą, z którą się związawszy - kapłaństwo porzucił i z Kościoła wystąpić raczył... O Bogu mówił dużo...