
Krzyż przed Pałacem Prezydenckim stoi nadal. Tak jak na Giewoncie, na kolumnie Zygmunta w Warszawie i w wielu innych miejscach na całym świecie. Było dużo szumu wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu, wywołanego i podtrzymywanego namiętnie przez czołowe polskie media. Ten, który „wojnę” wywołał milczy jak przysłowiowy grób. Prezes Kaczyński dał się wkręcić w tę całą maskaradę i chyba już sam się mocno pogubił, skoro pani prof. Staniszkis zabiera głos w sprawie i podpowiada Prezesowi, co trzeba zrobić, by uratować swój honor…
Biskupi zgromadzeni na Jasnej Górze apelują, by „znaleźli się ludzie dobrej woli nawet na szczytach naszego życia publicznego, społecznego, politycznego, elit intelektualnych, żeby problem upamiętnienia właściwego ofiar smoleńskich znalazł miejsce”. Lepiej późno, niż wcale. Ale właśnie to „późno” jest najbardziej przerażające.
Mam wrażenie, że w tygodniach ostatnich byliśmy świadkami solidnej „próby sił”, zainicjowanej przez ekipę rządzącą w naszej ojczyźnie. Prezydent Komorowski strzelił gola. Ze spalonego, ale strzelił. „Na ile możemy sobie pozwolić w relacjach z Kościołem?... Jak zareagują hierarchowie?”... Czekaliśmy tak naprawdę kilka dobrych tygodni na jasny, klarowny i rzeczowy (w miarę) głos wspólny naszych pasterzy. Można tłumaczyć to opóźnienie temperaturą emocji, która musiała opaść. Można. Ale kiedy pali się las, ogień próbuje się gasić jak najszybciej, by nie spłonęło wszystko.
„Apelujemy, by zauważyć, że nie jest to konflikt o krzyż, ale konflikt o sposób czy formę upamiętnienia wydarzeń smoleńskich” mówi przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik. Metropolita Warszawski Kazimierz Nycz podkreślił natomiast, że "postulat godnego upamiętnienia jest postulatem słusznym i on jest warunkiem rozwiązania problemu krzyża". Brawo! Ale dlaczego dopiero teraz?...
Przez kilka tygodni byliśmy świadkami wielogłosu w szeregach polskich biskupów, bezradności Metropolity Warszawskiego, nieudanych prób znalezienia konsensusu. I może dlatego rzecznik rządu, poseł Paweł Graś na antenie TVN24 przewrotnie stwierdza, „że ma żal do Kościoła” i komentuje komunikat, jaki wystosowali biskupi ws. problemu krzyża na Krakowskim Przedmieściu, słowami: „ To była ostatnia szansa, aby Kościół zajął odpowiedzialną postawę w tej sprawie. Nie doczekaliśmy się tego” . Gawiedź może łyknie. Ja nie potrafię. I tysiące innych myślących (i wierzących zarazem) również.
„Próba sił” zakończona. (PO)litycy mogą sobie pozwolić na wiele. Krzyż stał się wprawdzie materiałem przetargowym, kontekst całej sprawy jest o wiele szerszy, jednak niesmak pozostaje. Prezydent Komorowski i ugrupowanie, z którym jest związany, dostali zielone światło. Czekają nas ciekawe, jesienne rundy potyczek na linii : Rząd (+ Prezydent RP)- Kościół. Będzie się działo. Komisja majątkowa, ustawa In-vitro etc. Mam nadzieję, że owa „próba sił” nie stanie się początkiem triumfalnego niszczenia chrześcijańskiego dziedzictwa naszego narodu.
Jesienna ramówka w czołowych mediach najjaśniejszej Rzeczpospolitej i na politycznych salonach zapowiada się nader interesująco. Wierzę w to gorąco, że nasi kochani pasterze, bo nasi pasterze, naszego Kościoła, będą reagować szybciej, jednogłośnie i jasno, nie dając się ponieść zbiorowej i medialnej histerii… Wierzę w to, bo kocham Kościół. I pasterzy, którzy mogą się czasami na chwilę pogubić, ale nigdy w sprawach fundamentalnych. Także tych, z krzyżem w tle…




